Fundacja Pamiętamy

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Błąd
  • XML Parsing Error at 1:482. Error 9: Invalid character
  • XML Parsing Error at 1:90. Error 9: Invalid character
Cele Fundacji

Email Drukuj PDF
Spis treści
Pamiętać o cenie wolności
Strona 2 z 2
Strona 3 z 3
Wszystkie strony


B.P. ? Powróćmy jeszcze w tym kontekście do tego wątku, że dla niektórych walka o zmianę rzeczywistości zaczyna się w latach sześćdziesiątych.

G.W. ? Proszę zwrócić uwagę, że jednocześnie wielu ludzi nie ma specjalnych problemów z zaadaptowaniem na potrzeby własnej wrażliwości historycznej etosu Powstania Warszawskiego. W tym wypadku walka zbrojna o wolność, pomimo niewyobrażalnego ogromu ofiar, jest akceptowana, mówi się dość powszechnie, że bez Powstania Warszawskiego nie byłoby ?Solidarności? i niepodległości. Poza tym praktycznie nikt nie ma wątpliwości, że była to walka w dobrej sprawie ? o wolność i niepodległość ? moralnie słuszna, a ewentualne pytania dotyczą jedynie tego, czy we właściwym momencie została podjęta. W przypadku walki z komunistami ? prowadzonej przecież o te same cele ? ta zasada już nie obowiązuje, zwłaszcza w kręgach intelektualnych. Czy poza Herbertem, Mackiewiczem i jeszcze dwoma?trzema osobami ? jakiś człowiek kultury dał świadectwo, że uznaje tę walkę za wartą uznania, a bohaterów tej walki za godnych wysiłku obrony ich dobrego imienia?

B.P. ? Jaka jest w tej sprawie pana diagnoza?

G.W. ? Oczywiście przyczyn jest wiele. Jedną z najważniejszych jest to, że w tle dyskursu historycznego trwa walka o obronę życiorysów wielu ludzi wykreowanych czy aspirujących do roli autorytetów. Najczęściej są to osoby, które przewinęły się w różnych okresach przez struktury partii komunistycznej, a w każdym razie w peerelu żyły wygodnie, w tej czy innej formie funkcjonując w oficjalnej przestrzeni publicznej, która, pamiętajmy, znajdowała się pod pełną, totalną kontrolą partii komunistycznej. Trudno jest bronić takiego życiorysu, a przecież to normalna, ludzka rzecz, że człowiek chce usprawiedliwić swoje wybory, jeżeli komunizm definiuje się i ocenia w taki sposób, w jaki my to robimy. Deformacja rzeczywistości po 1989 r. polegała m.in. na wmawianiu nam, że odzyskana wolność jest sumą zabiegów ludzi, którzy kiedyś w partii komunistycznej byli i z niej wyszli, przechodząc do opozycji, a także starań równie wielu uczciwych ludzi, którzy w tej partii pozostali do końca, żeby odmienić losy kraju, żeby na nią wpływać od wewnątrz. Za kulminacyjny moment tego zakłamania uznaję ceremonię udekorowania przez prezydenta Kwaśniewskiego Karola Modzelewskiego i Jacka Kuronia orderami Orła Białego z uzasadnieniem, które mniej więcej brzmiało: ?byliście pierwszymi, którzy w sposób otwarty napiętnowali system dyktatury?. Jaka jest reakcja ośrodków opinii publicznej na tę potworną deformację rzeczywistości? Żadna. To dowód na to, że przez okres PRL skutecznie amputowano nam świadomość tego, co się działo w Polsce w okresie pomiędzy 1944 a 1956 r., jak również na to, że w latach dziewięćdziesiątych ten stan nieświadomości nie uległ zmianie. Nie da się w obrębie spójnego systemu myślowego odnosić jednocześnie z pieczą do postaci majora ?Łupaszki?, kapitana ?Młota?, majora ?Zapory? i ich podkomendnych ? oraz do ludzi, którzy jeszcze do lat sześćdziesiątych ? siedemdziesiątych, a nierzadko i osiemdziesiątych ? funkcjonowali w strukturach PZPR. Jedno wyklucza drugie. Ludzie młodzi, nieskażeni peerelem, na ogół rozumują zdrowo, normalnie. Sądzę, że gdyby zetknęli się z prawdą o walce podziemia antykomunistycznego, z bohaterstwem jego żołnierzy, a tak by się stało, gdyby temat ten podjęły współczesna literatura i film, to mieliby dla niej należyty szacunek. Wtedy trudno byłoby przekonać ich do ?wielkości? życiorysu zaczynającego się na przykład w taki sposób: ?Ja, autorytet moralny, w latach czterdziestych i pięćdziesiątych dotknięty ukąszeniem heglowskim, a przez kolejnych trzydzieści lat wierzący, że można zreformować partię komunistyczną ? itd., itd.? ? oraz że właściciel takiego życiorysu posiada legitymację do ubierania się w szaty moralnego autorytetu.
Dowodem nie wprost, że trafnie diagnozujemy rzeczywistość, jest to, iż pierwszym filmem współczesnym o oddziale AK walczącym z komunistami będzie produkcja rosyjsko-białoruska, z kilkumilionowym budżetem, po części finansowana przez państwo rosyjskie. Jak doniosły media, będzie to film o ?bandzie AK?, operującej w okolicach Grodna, z którą walczą bohaterscy oficerowie NKWD. Wrócili oni z wojny i spokojnie chcą żyć, a polska banda z Armii Krajowej terroryzuje okoliczną ludność. Paradoks polega na tym, że pierwszy współczesny film o walce oddziału podziemia poakowskiego nakręcą Rosjanie i Białorusini, przedstawiając tę walkę w taki sam sposób, jak twórcy peerelowscy. Na marginesie należy zauważyć, że przez cały czas grzęźniemy w nieprawidłowej semantyce. Jak słyszę o ?polskiej szkole filmowej? i przywoływanych w tym kontekście filmach Andrzeja Wajdy, to się buntuję. To nie jest żadna ?polska? szkoła filmowa, tylko ?peerelowska? szkoła filmowa. Twórcę ocenia się nie tylko przez pryzmat tego, co napisał, ale również przez pryzmat tego, co przemilczał, vide Józef Mackiewicz. Jeśli Popiół i diament ? z ginącym na symbolicznym ?śmietniku historii? żołnierzem niepodległościowego podziemia ? ma być sztandarowym dziełem ?polskiej szkoły filmowej?, to jest to dowód na zapaść semantyczną. Nazwanie tego obrazu wytworem ?polskiej szkoły filmowej? jest doprawdy nieporozumieniem, bo to była ?peerelowska szkoła filmowa?.

B.P. ? Żaden system nie doprowadził do takiej deprecjacji znaczenia słowa ?prawda?, jak komunizm. Każdy, kto włączył się w jego oficjalny krwiobieg, płacił wysoką cenę zakłamania. Jak długo zdołali dotrwać ostatni z ?wyklętych??

G.W. ? Józef Franczak ?Lalek?, partyzant AK jeszcze z czasów okupacji niemieckiej, zginął dopiero w październiku 1963 r. Inny z ostatnich ? Stanisław Marchewka ?Ryba?, oficer Kedywu Obwodu AK Łomża (kawaler Krzyża Virtuti Militari), zginął w marcu 1957 r. Po ujawnieniu się w 1947 r. prowadził spokojny żywot na terenie Łodzi. Trwało to tak do 1952 r., tj. do chwili, w której funkcjonariusze UB usiłowali zmusić go do pracy operacyjnej przeciwko dawnemu dowódcy ? majorowi Janowi Tabortowskiemu ?Bruździe?. Ponieważ resort nie był w stanie uporać się z nieuchwytnym ?Bruzdą?, bezpieka zmusiła ?Rybę? do podpisania zobowiązania do współpracy, sprowadzającego się do wydania ?Bruzdy?. Co zrobił ?Ryba?? Pojechał w Białostockie, powiedział ?Bruździe?, jaka jest sytuacja, i w ten sposób ?zamknął za sobą drzwi? ? od tej chwili nie miał już szans na ?łaskę? ze strony komunistów. Dochowując wierności staremu towarzyszowi broni ? podpisał na siebie wyrok śmierci.

K.K. ? W jednym z ostatnich oddziałów partyzanckich, w oddziale ?Roja? (oddział liczył w latach pięćdziesiątych kilkunastu ludzi), przynajmniej trzech zostało wcześniej zmuszonych przez UB do podpisania deklaracji współpracy agenturalnej. Natychmiast po podpisaniu tej deklaracji poszli do lasu, zgłosili się do ?Roja?, szczerze mu to wyznali i w szeregach jego oddziału wszyscy ponieśli śmierć.

G.W. ? To był akt poświęcenia samego siebie, żeby nie zostać Judaszem...

B.P. ? Obaj panowie weszli w świat żołnierzy podziemia niepodległościowego z zewnątrz, jako ludzie młodzi. Nie wiem, czy z rekomendacji, czy z przekonującym żarem w oczach. Jak to było?

K.K. ? Mieliśmy to szczęście, że zaczęliśmy na poważnie interesować się historią w okresie ?schyłkowej komuny?, nie będąc przecież zawodowymi historykami, w okresie, kiedy jeszcze wielu twórców i uczestników tych wydarzeń żyło. Zebraliśmy setki relacji, przeprowadziliśmy setki rozmów i możemy to dzisiaj konfrontować z dokumentami, które znajdują się w aktach resortu bezpieczeństwa ? obecnie w archiwach IPN. Możemy konfrontować te wszystkie suche zapisy ? często zawierające błędy, interpretacje często ulegające przekłamaniu, często zawierające jakieś głębokie skażenie ideologiczne ? z punktem widzenia ludzi z drugiej strony barykady. To pozwala na uzyskanie znacznie pełniejszego i prawdziwszego obrazu. Zaczynaliśmy naszą wielką przygodę z historią od zdobycia zaufania ludzi walczących o niepodległość i od uzyskania od nich ich przekazów. W latach osiemdziesiątych historycy zawodowi w tej konkurencji kompletnie się nie liczyli. To byli historycy koncesjonowani, na rządowym garnuszku, którzy realizowali takie tematy i zadania, które im się opłacały, przynosiły profity w postaci publikacji itd. Tematy, które były dla nas ważne ? nie tylko takiej gwarancji nie dawały, ale wręcz nie miały prawa zaistnieć.

G.W. ? Chyba że na zlecenie partii komunistycznej ? na kolejną okrągłą rocznicę resortową.

K.K. ? Powojennym podziemiem niepodległościowym w owym czasie zajmowali się wyłącznie amatorzy, jacyś zapaleńcy, bez żadnych grantów, na własny koszt, wkładając w to naprawdę mnóstwo pracy i czasu. Objechaliśmy dosłownie całą Polskę, docierając do ludzi, którzy brali udział w tamtych zdarzeniach. Byliśmy przekazywani od jednego człowieka do następnego. Oczywiście trzeba było mieć rekomendacje, jedni nam zaufali, inni pozostali zamknięci. Nagrywaliśmy, zbieraliśmy od ludzi pisemne relacje, prowadziliśmy obszerną korespondencję. Teraz odnajdujemy w aktach IPN zdjęcia z tzw. depozytów, czyli zarekwirowane przy aresztowaniu. To są zdjęcia ludzi zabitych przez resort ? setki, tysiące zdjęć ludzi obdartych, bo komuniści mieli jakąś taką szczególną manię do upodlenia przeciwnika także po śmierci ? obdarci, bez butów, w bieliźnie.

B.P. ? Jedno z najbardziej przejmujących zdjęć w albumie o ?żołnierzach wyklętych? przedstawia żołnierza w poszarpanym przez psy biorące udział w obławie ubraniu, który obejmuje dwóch, nieżywych już towarzyszy. To zdjęcie ubeckie z obławy na grupę ?Żelaznego?. I ten człowiek oczywiście też został skazany na karę śmierci.

K.K. ? Odbyliśmy szereg podróży historycznych, rozmawiamy z ludźmi w miejscach, gdzie dokonujemy upamiętniania. Ciągle można się jeszcze czegoś nowego od ludzi dowiedzieć. I to jest materiał, który doskonale uzupełnia dokument. Koledzy, którzy zajmują się okresem opozycji demokratycznej czy okresem ?Solidarności?, z relacji korzystają w bardzo niewielkim stopniu. Oczywiście, pamięć jest zawodna, ludzie wpadają w megalomanię, nie wszystkie świadectwa mogą być wiarygodne, jednak źródło, jakim jest relacja, wydaje się nadmiernie lekceważone przez nich.

B.P. ? Czy efektem działań Fundacji jest obudzenie zainteresowania historią walki podziemia antykomunistycznego w pokoleniu najmłodszym?

G.W. ? W sierpniu 2005 r. zorganizowaliśmy w Perlejewie uroczystość w sześćdziesiątą rocznicę walki 5. Brygady Wileńskiej z grupą pacyfikacyjną NKWD w Miodusach Pokrzywnych pow. Bielsk Podlaski. To było jedno z największych zwycięstw polskiego podziemia w walkach z Wojskami Wewnętrznymi NKWD. Obok cmentarza w Perlejewie, gdzie spoczywa kilku partyzantów 5. Brygady poległych w tej walce, po uroczystej Mszy świętej i odczytaniu apelu poległych, zorganizowaliśmy rekonstrukcję jednego z epizodów walk partyzanckich ? były pojazdy i mundury z epoki, broń wypożyczona z Łódzkiej Szkoły Filmowej...

K.K. ? ...i Trójmiejska Grupa Rekonstrukcji Historycznej.

G.W. ? To grupa pasjonatów, którzy w sposób na poły ?zawodowy? zajmują się rekonstrukcją wydarzeń historycznych. Choć Perlejewo to nieduża osada, a uroczystość odbywała się w dzień powszedni w czasie żniw, przybyło kilkaset osób. Gdy parę miesięcy później, przy okazji uroczystości Wszystkich Świętych, dokonywaliśmy corocznego objazdu grobów partyzanckich, żeby zapalić lampki i pomodlić się na mogiłach ? na grobie partyzantów w Perlejewie płonęło kilkadziesiąt lampek i leżało mnóstwo wieńców. To jest wyraźny dowód, że dla lokalnej społeczności ten grób stał się panteonem narodowej pamięci. Mamy nadzieję, że swoimi działaniami przyczyniliśmy się do tego ? i nie wątpimy ? że kolejne pokolenia nie zapomną o tym miejscu. Podobnie jest i w innych miejscach ? przy odnowionych przez Fundację grobach i na wzniesionych przez nią pomnikach zawsze odnajdujemy dowody pamięci o bohaterach poległych za niepodległość.

K.K. ? Staramy się tę pamięć podtrzymywać, bo stare pokolenie pamiętające tamte heroiczne zdarzenia odchodzi. Wędrując po Podlasiu, zawsze staramy się rozmawiać z ludźmi. Muszę przyznać, że ja sam nigdy nie odnotowałem przypadku, by ktoś ze starego pokolenia powiedział o ludziach walczących po wojnie z komunistami ? ?bandyci?. Jednak dla historyków o postkomunistycznej proweniencji oraz lewicujących intelektualistów nadal zakwalifikowanie tej walki jest problemem zupełnie realnym...

G.W. ? Niedawno byłem w Lesie Rudzkim, obwoziłem najbliższych kapitana Władysława Łukasiuka ?Młota? po miejscach, w których spędził ostatni okres swojego życia. Byłem w towarzystwie jednego z jego synów i dwóch wnuczek. Wędrował z nami przez jakiś czas mieszkaniec Czaj, który powiedział w pewnym momencie: ?żeby pan wiedział ? dla mojego ojca i dla pokolenia mojego ojca walka tych ludzi była rzeczą świętą. Spędzali tutaj ostatni okres swojego życia dlatego, że czuli się tu bezpieczni, tutaj cieszyli się powszechnym szacunkiem i zaufaniem ludzi. Teraz jest niestety inaczej. Ta ziemia przeszła nie tylko przez piekło, ale i przez kilkadziesiąt lat natarczywej propagandy komunistycznej ? niech pan o tym pamięta?. Więź pokoleniowa została zerwana i jednocześnie przekaz rodzinny przestał istnieć ? mówiliśmy już o tym.

B.P. ? Odpowiada się własnym życiem, nie wciągając w to ani pokolenia wstecz, ani pokolenia następnego.

G.W. ? No tak, tylko w wymiarze makrospołecznym ceną jest zapomnienie i deformacja rzeczywistości. Bo gdy na brak przekazu rodzinnego nakłada się zinstytucjonalizowana, państwowa propaganda, to mamy później stan rzeczy, z jakim w tej chwili musimy się borykać.

B.P. ? A jednak mamy obowiązek, żeby z niepamięci wydobywać prawdę.

G.W. ? Pełna zgoda. Herbert w wierszu Prolog napisał ?Muszę ich zawieźć w suche miejsce/i kopczyk z piasku zrobić duży/nim im historia sypnie kwiatem/i mokry zielny sen odurzy?. Dla mnie, dla Kazimierza i moich przyjaciół to jest imperatyw, że należy z tej otchłani, w którą zostali wrzuceni przez komunistów, wydobyć ich i przywrócić kulturze polskiej.

B.P. ? ...bez strategii takiej, czy będą o nas pamiętać...

G.W. ? Erkaemista z oddziału ?Zapory? opowiadał nam o jednym z wielu bojów z przeważającymi siłami resortu. Kiedy doszedł do momentu przełamania impasu w walce, powiedział ? ?wtedy rozwinęliśmy się do ataku i poszliśmy na przepadłe?. Ta opowieść ilustruje w sposób symboliczny dzieje całego podziemia niepodległościowego walczącego z komunistami. ?Żołnierze wyklęci? w obronie cywilizacji i w obronie wartości najwyższych poszli na przepadłe...
Fundacja powstała, aby upamiętniać ludzi, którzy zdecydowali się stawić zbrojny opór komunistom. W przeważającej części swój wybór opłacili ceną najwyższą, czyli ceną życia, pozostali zaś ? ceną złamanego życia. Działania naszego środowiska poświęcone upamiętnianiu przywracaniu dobrego imienia podziemiu antykomunistycznemu datuje się od początku lat dziewięćdziesiątych.

B.P. ?Jedną z form tego upamiętniania jest wystawa ?Żołnierze wyklęci?.

G.W. ? Materiały do niej koledzy zbierali już wcześniej, wystawa jeździła po Polsce, były kontakty z ludźmi, w wyniku których spływały kolejne materiały. Wystawa była prezentowana w Sejmie RP w 1999 r. Nawiasem mówiąc, odegrała w stosunku do wielu posłów o lewicowej proweniencji ważną, edukacyjną rolę. Zobaczyli na dziesiątkach plansz setki i tysiące twarzy młodych, inteligentnych ludzi, odwołujących się do symboliki religijnej i patriotycznej, w mundurach Wojska Polskiego, co nie zgadzało się zupełnie z wizerunkiem bandytów z komunistycznej propagandy. Był też album Żołnierze wyklęci, który doczekał się dwóch wydań, autorami tekstów w albumie są między innymi liczni obecni pracownicy IPN ? łącznie z prezesem Januszem Kurtyką. Wielu z nich do dziś współpracuje z Fundacją ? jak Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski, Maciej Korkuć, Piotr Niwiński. Pierwszy raz wystawa ?Żołnierze wyklęci? została pokazana w roku 1993. Miała zupełnie inną formę niż wystawa sejmowa. Jeszcze dziś pamiętam, jak przypinaliśmy pineskami każde zdjęcie do planszy wystawowej, to była praca benedyktyńska. Po raz pierwszy prezentowaliśmy ją na Uniwersytecie Warszawskim. Wtedy jeszcze nikt nie myślał o IPN. Działaliśmy na forum Ligi Republikańskiej. Pamiętam, z jakim oporem do publicznej dyskusji przebijała się myśl, że archiwa PRL powinny zostać ujawnione. Gdy w 1994 roku zbieraliśmy podpisy pod apelem, żeby te archiwa ujawnić, sami ocenzurowaliśmy się, przyjmując w tekście apelu, że dotyczy on tylko archiwów z lat 1944?1956. Wiedzieliśmy, że jeżeli ten okres rozszerzymy do 1989 r., to poza Zbigniewem Herbertem, Kazimierzem Orłosiem, Markiem Nowakowskim i może jeszcze dwoma, trzema osobami, nikt ze znanym nazwiskiem nie podpisze nam tego apelu. Ponieważ ograniczyliśmy się do roku 1956, to udało nam się jeszcze kilka podpisów zebrać.

K.K. ? Nic nie różni ?żołnierzy wyklętych? w sferze ideowego wyboru od powstańców warszawskich, od uczestników konspiracji Armii Krajowej, od powstańców styczniowych, co do zasług których w odzyskaniu niepodległości w 1918 r. nikt nie miał wątpliwości. Chociaż walka ich nie miała nadziei na zwycięstwo, chociaż przysporzyli społeczeństwu olbrzymich cierpień, to jednak są bohaterami narodowymi, bo walczyli o wolność, o niepodległość. Cieszyli się powszechnym szacunkiem dlatego, że społeczeństwo polskie w 1918 r., w 1939 r., aż do roku 1944 było społeczeństwem przywiązanym do idei, że wolność jest rzeczą cenną i obrońców wolności należy szanować.
Nasi bohaterowie są dokładnie tacy sami jak ci z 1863 r. Tylko czy społeczeństwo roku 2006 jest gotowe dać taką samą odpowiedź na pytanie o wartości najwyższe, jak społeczeństwo z 1918? Mam ogromne wątpliwości i między innymi dlatego potrzebne są te działania.

G.W. ? Na okładce broszury poświęconej ?Ince?, sanitariuszce brygady ?Łupaszki?, która została rozstrzelana w więzieniu w Gdańsku w 1946 r. w wieku niespełna osiemnastu lat, umieściliśmy fragment (poświęconego innej osobie) wiersza Herberta: ?Należy jej się pomnik lub przynajmniej obelisk/za to że cała była z mitycznych czasów/kiedy autorzy greccy albo rzymscy czytelnicy/przy lampce oliwnej lub świecy/pakty zawierali i mocno wierzyli/że obrona wolności jest rzeczą chwalebną?. Wydawało nam się, że zawarta w wierszu myśl idealnie pasuje do postaci tej dziewczyny, pasuje zresztą równie dobrze do jej kolegów z brygady i żołnierzy innych oddziałów podziemia antykomunistycznego. Postawiliśmy jej pomnik w Narewce, miejscowości, spod której pochodziła. ?Cała była z mitycznych czasów? ? to gorzka i bardzo prawdziwa myśl Poety ? bowiem czasy, w których obrona wolności była uważana za rzecz chwalebną, to czasy bardzo od nas odległe...

B.P. ? Nie jestem aż tak sceptyczna. Może to wynika z niezgody na to, żeby komunistyczna bylejakość stanowiła normę moralną mimo jej formalnej przegranej.

G.W. ? Można powiedzieć, że w wymiarze duchowym zawsze wygra człowiek i jego przywiązanie do wartości wysokich. Ale ilekroć mam do czynienia z tą żywą, niezagojoną raną ludzi, którzy doświadczyli na sobie zwycięstwa komunizmu, i jedyne, co jesteśmy im w stanie powiedzieć przy pomniku odsłanianym ku pamięci kogoś im bliskiego ? że on zwyciężył w sferze moralnej... tak mówi się wtedy, gdy nie ma się już nic innego do powiedzenia.

B.P. ? Całkowicie się z panem nie zgadzam, bo gdyby było tak, jak pan mówi, nie byłoby naszej rozmowy.

G.W. ? Im dalej od zbrodniczego systemu, im dalej od utopii, im dalej od monstrualnej głupoty, którą ze sobą ten system niósł, tym jaskrawiej widać, że komunizm był czymś zupełnie antyludzkim. Tego systemu coraz mniej osób broni, w sporze intelektualnym tych obrońców jest jeszcze mniej. Dzisiaj już mało kto twierdzi, że to była dobra idea, tylko podlegała wypaczeniu. Wprawdzie daleka jest jeszcze droga do powszechnego uznania ludzi takich jak major ?Łupaszka? za postacie z panteonu bohaterów, ale w tym kierunku idziemy. Człowiek dąży ku dobremu, mimo wszystko. Trzeba wierzyć, że wartości powracają na swoje miejsca. Z drugiej strony, jeśli spojrzeć na wyniki sondaży opinii publicznej dotyczącego oceny stanu wojennego, to o taką wiarę trudno.

K.K. ? Pozytywną motywacją naszego działania były postawy niektórych mieszkańców Podlasia, którzy, gdy tylko po 1989 r. zaistniały ku temu warunki, na własną rękę, za własne pieniądze, bez pomocy jakichkolwiek instytucji państwowych, wznosili upamiętnienia poświęcone ludziom poległym za ojczyznę w walce z komunistami. Wspomnę rodzinę Kiersnowskich w Kiersnowie, pow. Bielsk Podlaski, w której domu kwaterowali major Zygmunt Szendzielarz ?Łupaszka? i kapitan Leon Lech Beynar ?Nowina? ? późniejszy wielki pisarz i historyk Paweł Jasienica. Kiersnowscy, mimo że znajomość z ?Łupaszką? i ?Nowiną? kosztowała ich ciężkie śledztwo i komunistyczne więzienie, na własny koszt wznieśli pomnik upamiętniający postać niezłomnego dowódcy 5. Brygady Wileńskiej. Pamiętam też zawsze pana Henryka Krzyżanowskiego z Miodusów Pokrzywnych. Gospodarstwo jego rodziców spłonęło podczas walki partyzantów 5. Brygady Wileńskiej AK i oddziału ?Młota? z grupą operacyjną NKWD i UB, podobnie jak jedna trzecia wsi. NKWD spędziło ludność, ustawiło karabiny maszynowe, ludzie byli zastraszani, poddawani ogromnej presji ? i mimo wszystko ten człowiek, gdy tylko nastała taka możliwość, w 1989 r. postawił na własny koszt pomniczek partyzantom poległym w tej bitwie z NKWD.

G.W. ? Gdy go zapytaliśmy, dlaczego wzniósł ten pomnik, odpowiedział tak: ?postawiłem ten pomnik dla przyszłych pokoleń, żeby wiedziały, jaka jest cena za wolność?. W tym prostym zdaniu zawarł sedno sprawy.


 



Wywiad ukazał się w Biuletynie Instytutu Pamięci Narodowej nr 1-2/2007
poświęconym pamięci ?żołnierzy wyklętych?, którzy podjęli walkę zbrojną z komunistami.